środa, 30 lipca 2014

Sok 100%, Pigwa, Heven

Pewnie pamiętacie niedawną recenzję soków z granatu, które bardzo mi smakowały. W zestawie otrzymałam również pigwę. Buteleczka była troszkę inna niż poprzedników, powiedziałabym, że bardziej "baniata". Smak, po otworzeniu, bez włożenia do lodówki, nie zachęcał za bardzo. Schłodzone jest dużo lepsze. Jednak i tak, nie przypadło mi to zbytnio do gustu. Lubię wszystko, co słodkie. Ten natomiast był lekko kwaśny. 

niestety, więcej porządnych zdjęć mój telefon nie uchwycił :(
Każdy ma inne gusta, ponieważ moja siostra stwierdziła, iż najbardziej smakuje jej właśnie ten. Oczywiście, ma również właściwości zdrowotne, przez to, pomimo smaku, piłam go z wielką chęcią. M.in reguluje poziom cholesterolu i glukozy we krwi, posiada właściwości antywirusowe, poprawia samopoczucie czy też redukuje stres. I rzeczywiście, niewielka ilość wystarczała, abym poczuła się, jakby moja energia została podwojona. Niestety nie umiem się doszukać ile kosztuje. Myślę, że cena również będzie oscylować w granicy 18zł. 


Produkt otrzymałam dzięki:
Serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania!

poniedziałek, 28 lipca 2014

Moje urodzinowe marzenia

Post podpatrzyłam u Żanetki i bardzo mi się spodobał. Dokładnie za tydzień, 4 sierpnia, obchodzę swoje kolejne urodziny. Marzeń może mam dużo, ale nie do końca są one do spełnienia. Jednak dzisiaj chce pokazać te, które możliwe, że kiedyś wejdą w moje życie.
  • Pierwszy prezent, który chciałabym dostać, to piesek, MALTAŃCZYK. Od pewnego czasu mam fioła na punkcie tych zwierzątek. Mama nigdy nie pozwoliła mi mieć psa w domu. Skutkuje to tym, iż jest przy budzie. A wiadomo, z nim nie spędzę tyle czasu. Z początku podobały mi się psy typu gończy hamiltona. Jednak przed wakacjami, w biurze podróży, właścicielka miała właśnie taką sunię. Oszalałam na jej punkcie :) Niestety, nie są one za tanie, więc póki co, to tylko marzenie :)
zdjęcie zapożyczone z sieci

  • Kolejny punkt to zestaw pędzli Hakuro. Nie jeden, ale wszystkie! Może w końcu nauczyłabym się porządnie malować :)) Póki co, radzę sobie tym, co napotkam pod ręka, a wiadomo, że nie poradzę sobie tak, jak czymś profesjonalnym. Niestety, w dalszym ciągu nie na moją kieszeń.

zdjęcie zapożyczone z sieci
  •  Słoneczna opalenizna oraz gładka skóra.. To jest to, o czym zawsze marzę. Niestety skóra robi mi psikusy i wyskakują mi białe plamki, które jak się okazuje, są poparzeniem słonecznym. Dodatkowo, podczas pobytu w Chorwacji, miałam bąble na nosie i uszach, które zamieniły się w brzydkie strupy - to już podobno poparzenie II stopnia ;) Nigdy nie miałam z tym problemu, zawsze lubiłam leżeć plackiem. Teraz muszę się oszczędzać i doprowadzać skórę, do normalnego stanu :) To marzenie stosunkowo najtańsze :)
zdjęcie zapożyczone z sieci
  • Kosmetyki i mnóstwo słodkich perfum! Ale do wypróbowania, z lepszych firm :) Jednak nikt nie chce mi sprawiać takich prezentów, ponieważ uważają, że jestem tym zawalona.. Noo.. mają rację! Ale co mogę za to, iż ja tak to uwielbiam?! Widzą kosmetyki, zawsze się trzęsę! :)
zdjęcie zapożyczone z sieci
  • Nowy wygląd pokoju. Już powolutku go zaczęłam, od naklejki na ścianie, z przedostatniego postu. Jednak chciałabym zmienić również biurko i postawić je w innym miejscu. Moje jest już w opłakanym stanie, bo za młodu lubiłam malować paznokcie bez podkładki :) chciałabym mieć teraz z nadstawką, aby kosmetyki wyglądały lepiej na półeczkach niż w organizerach. Marzę również o nowym, większym tapczanie. Mój jest za długi i nigdy nie potrafi się na nim wyspać. A wiadomo, że coś nowego, poprawia humor! Chcę zrobić gruntowne przemeblowanie i mam nadzieję, że mi się to uda! 
zdjęcie zapożyczone z sieci
  •  Kolejne moje ciche i duże marzenie, to otworzenie czegoś swojego. Chciałabym mieć np. Salon Urody, w którym będę szefową i nie będę nikomu podlegać. Myślę również, że w końcu pracowałabym przy czymś, co lubię! Ale to póki co, moje odległe marzenie. Przeczytam za rok, tą notkę i zobaczę co się zmieniło :)
zdjęcie zapożyczone z sieci
  • Moje ostatnie marzenie to porządna prostownica. Taka, która nie zrobi moim włosom, aż takiej krzywdy. Odkąd się obcięłam, niestety, włosy muszę prostować. Nie mam innego wyjścia, ponieważ w ogóle nie potrafię ich ułożyć. Dodatkowo, przyjaciółka-fryzjerka, powiedziała mi, że mój sprzęt, jest już na tyle stary, że może mi je popalić. Chyba miała rację, ponieważ w połączeniu ze słoną wodą w Chorwacji, włosy od połowy w dół, są w fatalnym stanie. Mam nadzieję, że to uda mi się zrealizować. Najbardziej chciałabym Remingtona :) Oczywiście interesuje mnie tylko i wyłącznie prostownica, której rączki nie nagrzewają się z dwóch stron, tylko same płytki. Raz prostowałam taką, która grzała w dwie strony i poparzyłam łapki..
zdjęcie zapożyczone z sieci


 Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was aż tak. Ale czasem przydaje mi się taki post, który odskakuje od recenzji. Dzisiaj przekazałam Wam cząstkę siebie :)

Może ktoś z Was ma urodziny w ten dzień co ja? 
Bądź w okolicach tego dnia? Pochwalcie się!

niedziela, 27 lipca 2014

Paletka 88 cieni, RoseWholesale

Od zawsze kusiła mnie taka duża paletka cieni. Jednak wiadomo, jest to spory wydatek. A ja nie maluję się jakoś profesjonalnie, aby takową posiadać. Zresztą, przeważnie mam kilka ulubionych i tylko ich używam. Co nie znaczy, że nie przyjęłabym z otwartymi ramionami paletki z Sephory :)
Produkt jest bardzo porządny. Został zapakowany bardzo estetycznie, a dodatkowo, na górze została naklejona folia, aby nic się nie porysowało. 


Jest również na tyle duże, iż każdy myślał, że kupiłam sobie netbooka :) Paletka w środku posiada dwie pacynki, co mnie bardzo cieszy oraz lusterko. Fakt faktem, klej, którym zostało przyklejony, był słaby, ponieważ po 2 dniach odpadło. Jednak nie przeszkadza mi to, ponieważ raczej nigdzie jej ze sobą nie zabiorę, a mi osobiście lepiej maluje się w swoim własnym.  



Cienie są bardzo intensywne. Natomiast zależy to też od ich kolorystyki. Nie znikają szybko z powiek, utrzymują się tak jak te, standardowe. W zestawie otrzymałam i matowe, i świecące. Muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona i aż żal mi ich używać! Cena to tylko 10,71$ + darmowa wysyłka KLIK

P.S Niestety nie mam zdjęć w makijażu, ponieważ mój telefon bez lampy, po przyjściu z pracy sobie źle radzi, a fotki produktu robiłam jeszcze wtedy, gdy tamten nie był zepsuty.


Produkt otrzymałam dzięki:
Serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania!

czwartek, 24 lipca 2014

Naklejka ścienna, Akatja

Jestem mega zmęczona po pracy. Jednak wiem, że chcę dla Was tutaj być i staram się napisać parę słów o danym produkcie :)
Naklejki ścienne niezwykle mi się podobają. Mogę powiedzieć, iż mam manię na punkcie przeglądania ich. Sama posiadam jedną nad komputerem, ale jest mała. Podoba mi się natomiast, gdy puste przestrzenie są ozdobione nimi. Oczywiście ze smakiem. Wiem na pewno, że kiedyś w swoim domu czy też mieszkaniu, takie coś u mnie zagości. To fajna ozdoba, za niewielkie pieniądze. Powiem szczerze, że byłam w szoku, gdy odpakowałam produkt. Myślałam, że wielkością będzie przypominać połowę tego, co dostałam. A tu pokaźnych rozmiarów naklejka! Oczywiście miałam już upatrzone miejsce, gdzie zostanie zamieszczona.  
 
ściana jest w rzeczywistości taka, jak na drugim zdjęciu, no, ale to mój telefon.. ;)
 Teraz mój największy strach. Naklejanie. Jestem strasznie niecierpliwą osobą i wszystko robię na szybko. Nieraz np. przesypując kawę z opakowania do pojemnika, połowę rozsypię, ponieważ jestem tak narwana, że nie potrafię poczekać, aż skończę wolno przesypywać. Tutaj bałam się, że będzie tak samo. Po pierwsze, że nakleję ją krzywo. Po drugie, że zostaną straszne bąble. No, ale tym zajął się oczywiście mój facet. Ja swojego strachu nie przemogłam, a chyba bym się zapłakała, gdybym tak śliczną naklejkę źle nakleiła. On ma już jedną za sobą, więc wiedział co robić.  



Aż tak łatwe to nie było, ponieważ, jak już wspominałam, jest ona duża. Chciałam mu chwycić koniec, aby mógł swobodnie przecierać szmatką, by dobrze i bez bąbelków się przykleiła. Niestety albo i stety, to taka Zosia Samosia ;) W końcu wyszłam po jedzenie, a po przyjściu.. zobaczyłam cudo na ścianie! Naprawdę pięknie to wygląda. 


Nie odkleja się, nie tworzy się nic brzydkiego wokół niej. Jest naprawdę godna polecenia! Cena również malutka, ponieważ 100x50cm kosztuje tylko 27zł KLIK. Dla porównania, naklejka ponad połowę mniejsza, która wisi nad moim komputerem, kosztuje ponad 30zł. A to sam napis "Stay Beautiful" z serduszkiem. Wybór jest bardzo duży, a na facebooku ciągle wstawiają nowe pomysły :)


Produkt otrzymałam dzięki:


Serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania!


Zapraszam również na facebooka!
AKATJA

wtorek, 22 lipca 2014

Naturalny sok z granatów / z granatów i winogron, Grante

Byłam bardzo ciekawa tych soczków, ponieważ nie piłam jeszcze nic z granatu. Recenzuję je razem, ponieważ są bardzo podobne. Soczek ma kolor prawie czarny, jednak, gdy się przyjrzymy, zauważymy czerwone przebłyski. Sam granat jest dosyć kwaśny, natomiast granat z winogronem, ma już słodszy posmak. 



 Ja szczerze mówiąc, nie czuję aż takiej różnicy, ale moja siostra twierdzi, że takowa jest. Dla niej lepszy jest z winogronem. Gdy po raz pierwszy je otworzyłam, nie trzymałam ich w lodówce. Nie byłam przekonana, aby się napić więcej niż łyk. Zaraz po skosztowaniu, mnie wykrzywiało. Jednak teraz, umieściłam je w zimnym i są naprawdę pyszne. Mogę pić je spokojnie, jak każdy sok!  


Według producenta zapobiegają i wspomagają leczenie: schorzeń serca, raka prostaty, skóry, piersi, jelit, nadciśnienia krwi, miażdżycy, cukrzycy, udaru, infekcji bakteryjnych. Nie wiem ile jest w tym prawdy, ponieważ ciężko mi to stwierdzić po dwóch buteleczkach. Taka kuracja, na pewno powinna trwać dłużej. Jednak wiem, że nam nie zaszkodzi. Mi soczki bardzo przypadły do gustu i pewnie kupię kolejne buteleczki! Cena za litr, np. w Biedronce ( aktualnie w ofercie ), to 18,99zł! 


Produkt otrzymałam dzięki:


Serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania!

piątek, 18 lipca 2014

Magiczna galaretka/ Bita śmietana Śnieżka, Gellewe

Galaretki to coś, co uwielbiam. Szczególnie, gdy mam niewyobrażalny smak na coś słodkiego. Z tym produktem nie ma większego problemu. Jednak jest jedno "ale". Galaretka jest magiczna! A na czym polega jej magia? Na tym, iż dostajemy dwie saszetki. Jedną większą, drugą mniejszą. Dzięki temu, możemy stworzyć dwukolorowy deser. U mnie za pierwszym razem się to niestety nie udało. Produkt zlał się w jedną całość. Natomiast smak był i tak "dwukolorowy". Myślę, że błędem było to, iż nie poczekałam, aż ona troszkę stężeje. Wtedy miałaby oparcie, aby się nie wymieszać do końca. 


Niedawno robiłam swoją drugą galaretkę, jednak mój chłopak chciał spróbować i jemu też nie do końca wyszło. Na szczęście, kolory nie wymieszały się aż tak. Wpadł jednak na pomysł, aby na drugi raz poczekać do momentu lekkiego stężenia i włożyć lejek w środek miski. Myślę, że będzie to dobry pomysł i w końcu odnajdę swoją magię. Ja i tak jestem zadowolona, ponieważ pomimo tego, iż nie mam dwóch kolorów, galaretka smakuje dwoma smakami. Polecam każdemu do spróbowania! Cena to ok. 2zł 



Drugi produkt, który użyłam do przyozdobienia galaretki to śmietana. Pewnie większości z Was jest znana. U nas czasami taką się stosuję. Jest to tańsze rozwiązanie dla produktu w butelce. Przygotowanie jest banalne proste. Wystarczy nam tylko mleko z lodówki i mikser.


Po 5 minutach, mamy pyszną śmietanę! Jest ona naprawdę dobra w smaku. Na galaretce trzymała się długo i nie opadała, co ma w zwyczaju śmietana w butelce. Jest puszysta! Miałam ochotę zjeść ją całą! Niestety, nie było mi dane ;) Koszt to ok. 1,90zł




video


P.S Zdjęcia pochodzą z internetu. Niestety, mama wykorzystała zapasy, gdy byłam na wakacjach i nie zdążyłam porobić zdjęć ;)


Produkt otrzymałam na spotkaniu blogerek dzięki:

http://www.foodcare.pl/

Serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania!

środa, 16 lipca 2014

Nawilżająco-regenerujący balsam do ust, Biogena

Obgryzanie ust to moja zmora. Każdy balsam, który mam, musi być nawilżający, aby pomóc mi je zregenerować. Ten produkt sobie świetnie z tym radzi. Z początku nakładałam go, gdy jeździłam na studia. Na szczęście nie jest lepiący i dobrze się go nakłada. Ma również świetny, delikatny zapach. 


Na ustach nie jest mdły, nie krztuszę się przez niego, a nieraz miałam tak przez balsam, który nakładałam również na noc. Świetnie regeneruje usta przez noc, jednak oczywiście nie robi tego do końca, bo na to trzeba czasu. Niestety, co zregeneruje, to ja zaraz obgryzę.. Ale na szczęście radzi sobie tak codziennie i nie muszę zmagać się ze szczypiącymi ustami. 

Niestety, mój telefon tak brzydko prześwietla zdjęcia..
Jedynym minusem jest to, że górna część opakowania, sama od siebie popękała i nie idzie niestety już go zakręcić. Cieszę się jednak, że samoistnie nie wyskakuje i trzyma się na miejscu. Balsam kosztuje ok. 15zł i myślę, że jest to bardzo dobra cena!


Produkt otrzymałam dzięki:


Serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania!

poniedziałek, 14 lipca 2014

Pierwsze urodziny Hebe w Rybniku

11 lipca miałam okazję zjawić się na urodzinach Hebe, dzięki Ems! :*
Na miejscu, czekał na nas przygotowany stolik wraz z pysznościami oraz oczywiście kosmetykami.
Byłyśmy bardzo ciekawe, kto zjawi się jeszcze oprócz nas. Okazało się, że wraz z nami, pojawiły się same znajome twarze! 

Musiałam to dodać, bo mamy wszystkie miny, jak na komendę :D
Gdy już wszystkie zajęłyśmy swoje miejsca, Pani Emilia ( kierowniczka Hebe ), rozpoczęła swoją przemowę. Po kolei przybliżyła nam każdy punkt, przechodząc w późniejszym czasie do przedstawienia kosmetyków, które specjalnie dla nas przygotowała. Mogłyśmy się również zaczerpnąć informacje, na temat jakiegokolwiek produktu, znajdującego się w Hebe. 


W późniejszym czasie, zabrała nas Pani Małgosia, która przedstawiła po kolei każdą szafę z kolorówką. Dowiedzieliśmy się jakie kosmetyki są dobre, a które to największe buble. Na sam koniec, stworzyłyśmy w trójkę ( ja, Paulina i Emilia ), makijaż dziewczyny na kartce. Była to świetna zabawa, ponieważ każda miała inną wizję, a ponad to mogłyśmy korzystać z testerów każdej z marek! 

I na kartce, nasza pomalowana Matilda :)
 Po tym czasie przyszedł moment, w którym Pani Emilia wręczyła nam upominki! Trzy godziny minęły mi niezwykle szybko i ani chwili się nie nudziłam. Cieszę się, że takie spotkania organizowane są dla regionalnych blogerek ;) Dzięki temu, jestem bogatsza o nowe doświadczenia!



Dziękuję za zdjęcia Dżoanie i Paulinie :))


Wyglądam jak słonica, ale co tam :D
 


niedziela, 13 lipca 2014

Zestaw pędzli, RoseWholesale

I tak to wygląda.. wróciłam z wakacji, a ciągle wyskakuje coś nowego, iż nie mam sposobności siąść go komputera i napisać coś porządnego. Dzisiaj też wyrwałam się na chwilkę, bo od wczoraj mam gości.

Nigdy nie miałam większego zestawu pędzli do makijażu. Na święta jedynie udało mi się dostać Hakuro do podkładu, a później, dzięki współpracy z Earthnicity, pędzel Kabuki. Wystarczało mi to całkowicie, jednak po czasie stwierdziłam, że coś w końcu mogłabym zmienić w swoim makijażu, a uda mi się to przede wszystkim dzięki pędzelkom innym, niż mam. 


Poszczęściło mi się dzięki współpracy właśnie z tą firmą. Oto kolejna rzecz, którą wybrałam. Mam ich tyle, dzięki temu, że przesyłka jest darmowa.
Myślę, że nie ma sensu pisać o każdym po kolei. Nie spodziewałam się, że będą jakieś rewelacyjne. Przyrównałam je z początku bardziej do pędzli ze sklepu za 2,50zł.. Jednak jakie było moje zdziwienie! One są rewelacyjne! Nie dość, że nakłada się nimi świetnie cienie, puder czy inne specyfiki, to dodatkowo mają prześliczną rączkę. Są bardzo kobiece. 







Zamknięte w etui, które jest mega wygodne. Dzięki temu, mogę nosić je ze sobą i wiem, że w torebce nic się nie pobrudzi. Zresztą, nawet opinie na ich temat, na stronie sklepu, są bardzo dobre. Cena 2,59$ powala na kolana KLIK. Szkoda, że u nas nie zawsze niska cena idzie w parze z dobrą jakością :)


Produkt otrzymałam dzięki:
Serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania!

czwartek, 10 lipca 2014

Dzisiaj kolejny zegarek ze sklepu RoseWholesale. Muszę powiedzieć, że wpadł mi w oko, ale i również wzięłam go z czystej ciekawości. Zafascynował mnie fakt, że sprawdzi się jaka świetna ozdoba, bez konieczności oznajmiania, iż to zegarek. Tutaj znów mamy pole do popisu, ponieważ pasuje i do kreacji eleganckich, i do zwykłego ubioru. 


Na żywo, prezentuje się równie dobrze, jak na zdjęciach. Bardzo dobrze się go nosi, a dzięki paskowi, można dostosować go do ręki. Na moją jest w sam raz. Pokrywę dobrze się dźwiga, a godzina jest ukazana dużymi liczbami. U mnie mankamentem jest jednak to, iż po nastawieniu, zegarek spóźnia. Tata stwierdził, iż to nie wina baterii, tylko mechanizmu, ponieważ jest on cały czas na chodzie. Wydaje mi się, że dostałam po prostu wadliwy egzemplarz. 


Jednak za taką cenę i darmową przesyłkę, warto go kupić, przede wszystkim ze względu na to, iż ozdabia każdą rękę. Przy czym, większość osób nawet nie wie, jaką on pełni tak naprawdę funkcję. Świetnie wygląda na opalonej dłoni. Cieszy mnie również fakt, iż paska nie zaczął schodzić kolor. Cena - 5,33$  KLIK


Produkt otrzymałam dzięki:
Serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania!

środa, 9 lipca 2014

Chusteczka samoopalająca, Efektima

Dzisiaj z rana wróciłam, więc powolutku będę nadrabiać zaległości. W dniu dzisiejszym nie dam jeszcze rady, ponieważ idę zaraz patrzeć na mecz, ale od jutra już się zabieram!
A tak nawiasem mówiąc, Chorwacja to naprawdę piękny kraj, jednak upał robił się już nie do wytrzymania i chyba cieszę się, że już wróciłam :)

Produkt, który Wam dzisiaj przybliżę, testowałam pierwszy raz. Nigdy nie zabierałam się za takie specyfiki, ponieważ nie chciałam się nimi brudzić i twierdziłam, że i tak pozostaną smugi. Z Chorwacji wróciłam już w jakimś stopniu opalona, jednak są miejsca, w których opalenizny nie ma ( dobrze wiecie o czym mówię ;) ).  


Niestety, w tych okolicach, chusteczka nie poradziła sobie w ogóle i nie nadała ani troszkę opalenizny. Jednak nogi czy też ręce, uzyskały ładny, intensywny kolor. Opalenizna jakby została wzmocniona. Do testów dostałam 2 sztuki, użyłam je w jeden dzień. Tak jak zostało zaznaczone, drugą nałożyłam po ponad 3 godzinach. 


Aplikacja jest niezwykle łatwa i bardzo mnie to cieszy, że chusteczka nie brudzi dłoni. Wygląda jak zwykła, nawilżona, do przetarcia rąk czy buzi. Nie tworzy żadnych smug czy też przebarwień. Nie robiłam prędzej peelingu, jednak żadnych plam nie posiadam.  



Zapach z początku jak dla mnie, jest lekko brzoskwiniowy. Później, czuć już samoopalacz, ale na szczęście w lekkim stopniu. Jedna sztuka wystarczyła mi na nogi, ręce i biust ( tutaj chciałam sprawdzić efekt ). 


Ja z chęcią do niej powrócę pod koniec lata, gdy będę chciała, aby moja opalenizna była bardziej intensywna, a nie wyblakła. Cena to 1,87zł KLIK
Chciałam pokazać Wam efekt na ciele, ale niestety, mój telefon tego nie wyłapuje ;)

Produkt otrzymałam dzięki:


Serdecznie dziękuję za możliwość przetestowania!



P.S Zanim zdążyłam zrobić jakiekolwiek zdjęcia na wakacjach, zepsuł mi się aparat!! :(
Będę musiała sobie radzić teraz telefonem, nie wiem kiedy będzie mnie stać na zakup czegoś nowego..